22 maja 2010 roku przez centrum Lublina przemaszerowała manifestacja Obozu Narodowo-Radykalnego, wspomaganego przez zbliżone ideowo środowiska (widoczne były m.in. flagi i transparenty Obozu Wielkiej Polski, Stowarzyszenia Białe Orły oraz Narodowego Odrodzenia Polski). Udział wzięły także osoby niezrzeszone. Pochód przyciągnął w sumie około 150-170 osób (liczba jest płynna gdyż w trakcie marszu spontanicznie dołączali przechodnie) – a zatem mniej niż na przykład obchody 11 listopada w roku 2009 w Warszawie, kiedy to ulicami stolicy przeszło ponad pół tysiąca narodowców. Spowodowane było to prawdopodobnie zmiana pierwotnego terminu obchodów oraz klęską powodzi która wielu nacjonalistów dotknęła osobiście a innych zatrzymała w drodze do Lublina jak to miało miejsce w przypadku miedzy innymi delegacji z Opolszczyzny zatrzymanej przez wezbrane wody Wisły na linii Puławy -Sandomierz.
Pochód wyruszył (zgodnie z planem) o godzinie 16.30 z Placu Litewskiego. W planie było przejście przez Stare Miasto i zakończenie zgromadzenia na Placu Zamkowym, pod pomnikiem poświęconym powstańczym oddziałom Zapory. Plan ten udał się, lecz z pewnym opóźnieniem, a to ze względu na (tradycyjną już) kontrmanifestację środowisk radykalnej lewicy (anarchistów, „antyfaszystów”, feministki, działaczy „środowisk gejowsko-lesbijskich” etc.). Grupki te najpierw zorganizowały pikietę, w ramach której rzucały kwiatami i wykrzykiwały hasła przeciwko ONR-owcom (pula tych haseł była, jak się wydaje, dość ograniczona – przede wszystkim: „Lublin miastem tolerancji”, „Idźcie stąd” i jeszcze kilka). Od pochodu narodowców oddzielał lewicę kordon policji.Zwrócić należy uwagę że 'antyfaszyści" w urzędzie miejskim zgłosili i zalegalizowali tylko pikietę statyczna . W momencie gdy tylko marsz ONR minął zbiegowisko "antyfaszystów" ci ostatni opuścili oficjalne miejsce pikiety i ruszyli korowodem za nacjonalistami co jako takie już powinno zostać uznane za nielegalne zgromadzenie.
W pewnym momencie okazało się, że „antyfaszyści” z innej grupki postanowili zablokować lubelski deptak na trasie marszu ONR w sile około 30 osób. Zasłonili się przy tym transparentem z napisem " Faszyzm nie przejdzie". Kilkukrotnie wzywani przez siły porządkowe do rozejścia się nie uczynili tego wykrzykując niezrozumiałe hasła.Uczestnicy blokady szybko się jednak zmęczyli krzykami i trzymaniem transparentu - jak jeden maż zalegli na chodniku w pozycji horyzontalnej nadal utrudniając przejście. W czasie blokady zapanowała nieco piknikowa atmosfera, a to ze względu na aktywistę ONR z megafonem, który nader ironicznie i celnie komentował protest lewicy, której przedstawiciele wybijali z kolei rozliczne quasi-afrykańskie rytmy na bębenkach.Aktywista ten powiedział miedzy innymi " Na dżwięk słów Bóg Honor Ojczyzna tamci ludzie ( tu wskazał na kontr manifę wlekącą się za nacjonalistami z tyłu) gwiżdżą i przeklinają " co postronni ludzie skwitowali brawami dla nacjonalistów. Tymczasem lewacy zgromadzeni z tyłu pochodu ONR wcześniej rzucane kwiaty zastąpili butelkami i kamieniami czemu bezczynnie przyglądała się policja.
Pochód nacjonalistów był więc atakowany z dwóch stron, do chwili gdy przednia blokada została wreszcie po długim czasie zlikwidowana( co było tym bardziej zdumiewające ze siły porządkowe na samej blokadzie były trzykrotnie wyższe niż liczba blokujących) blokujących anarchistów aresztowano osadzono w komisariatach a póżniej ukarano mandatami. W tym czasie narodowcy ruszyli dalej, a lewica (frakcja od kwiatów i bębenków) szła za nimi. Narodowcy oczywiście przez cały czas wznosili swoje hasła: „Bóg, Honor i Ojczyzna”, „Narodowe Siły Zbrojne”, „ONR” i inne.
Pod pomnikiem Zaporczyków Kierownik Główny ONR wygłosił przemówienie, w którym odniósł się do historii Polski, patriotyzmu współczesnych (i jego braku), a także do kontrmanifestacji. Warto zwrócić uwagę na fakt, że dzień wcześniej pomnik został zapaskudzony farbą przez „nieznanych sprawców”, ale wyczyścili go lokalni działacze narodowo-radykalni.
Przemówienie Kierownika Głównego zakłócało kilku młodzieńców, którzy nieopodal wywiesili prześcieradło z napisem „Faszyzm nie przejdzie”, a nawet pozwolili sobie na wulgarne atakowanie manifestantów (jeden z nich dał się nawet na moment sprowokować do odpowiedzi, ale w ogólności panował spokój i nie poddawano się prowokacjom). Zabawny był także przedstawiciel Izraela (a przynajmniej jako taki się przedstawił, krzycząc „I am Jew…!”), który zapewniał narodowców, że „fuck them all”.
Manifestacja odbiła się szerokim echem w prasie i internecie, mowa tu zarówno o mediach lewicowo-liberalnych, jak i prawicowych. Relacja z marszu ukazała się również na (znanym i lubianym?) portalu konserwatyzm.pl, a napisał ją Konrad Rękas, który zresztą był obecny na miejscu. W zasadzie jest ona zgodna z faktami, tego nie można jej odmówić, należy jednak odnieść się do niektórych wniosków czy też obserwacji pana Rękasa. Pisze on (mam wrażenie, że przybierając ton „zatroskanego starszego kolegi, doradzającego z dobrej woli młodszym działaczom”) np., że „Poważniejsza jest refleksja dotycząca pewnych słabości programowych Obozu. Pewnie, że przemówienie pod pomnikiem to nie okoliczność sprzyjająca wyrafinowanym analizom, jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że kolegom z ONR wystarcza bycie „ogólnie patriotycznymi”, tylko akcentującymi mocniej pewne kwestie.” Należy tu wyjaśnić, że ONR jest (w ogólności, a już na pewno obecnie) ruchem z założenia „ideowo-wychowawczym”, istotnie stawiającym w największym stopniu na przekazywanie pewnych wartości, pamięci i wiedzy, mniej zaś zainteresowanym tworzeniem bardzo szczegółowych, sformalizowanych „planów” i „programów”, które miałyby stanowić złotą receptę na wszelkie „realne bolączki”, choć z pewnością ich realizacja pozostawałaby w sferze abstrakcji. W końcu ONR nie jest partią, a stowarzyszeniem, zasilanym głównie przez młodzież. Oczywiście aktywiści organizacji niejednokrotnie posiadają wyraźnie określone poglądy gospodarcze i „polityczne”, ale formuła samego Obozu jest od ponad 5 lat (a licząc wcześniejszy okres działalności na zasadzie „pospolitego ruszenia” – to od bez mała 10) taka, że stanowi on środowisko możliwie szerokie i różnorodne, skupione wokół pewnych zasad, ale dające członkom wiele swobody, gdy chodzi o szczegóły – tak w kwestii formy, jak i treści. No i oczywiście rzeczywiście jest tak, jak sam pan Rękas zauważa – nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków na podstawie jednego przemówienia rocznicowego.
Po manifestacji narodowcy bawili się na rockowym koncercie patriotycznym. Co warte podkreślenia zarówno przed, w trakcie jak i po manifestacji nie było żadnych bójek awantur aktów wandalizmu ze strony narodowców nikt tez nie został zatrzymany czy choćby "spisany"
żródło:www.onr.com.pl
0 komentarze:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.